Złe samopoczucie

Jak czujesz się w tym momencie?

Moderator: Beata:)

Klauduska
Posty: 23
Rejestracja: 2013-12-24, 19:32
Lokalizacja: Tarnów

Złe samopoczucie

Postautor: Klauduska » 2014-10-15, 08:35

Witajcie, chciałam zapytac czy macie czasem takiego doła, że nic sie Wam nie chce, łzy Wam same lecą choć nie ma dokładnego powodu do płaczu i ogólnie nic Wam nie wychodzi ? Pisze to bo sama tak mam od wczoraj i nie umiem sobie a tym poradzić .

Jolcia
Posty: 3797
Rejestracja: 2010-03-28, 13:56
Wiek: 57
Lokalizacja: okolice Poznania
Kontaktowanie:

Postautor: Jolcia » 2014-10-15, 11:13

:588: :588: :588: :588: KLAUDIA :588: :588: :588:

nelka66
Posty: 229
Rejestracja: 2013-02-14, 09:07
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: nelka66 » 2014-10-15, 11:43

Cześć,

ja też tak miewam, wtedy staram się schodzić familii z drogi, żeby niepotrzebnie na nich nie nakrzyczeć. Zołza ze mnie wyłazi :evil: :evil: :evil:

U mnie to jest tak, że ja bardzo chcę mieć dobry humor, sama ze sobą rozmawiam i jakoś udaje mi się z tym wygrać :-P Nie chcę być taka...

Pozdrawiam :588:

Awatar użytkownika
Jukka
Posty: 2009
Rejestracja: 2012-12-15, 22:17
Lokalizacja: z miasta
Kontaktowanie:

Postautor: Jukka » 2014-10-15, 19:45

U mnie to może nie tyle, że łzy, co ciągły wk..w. Chodzę i się wściekam, i nic mi się nie chce, i na niczym się skupić nie umiem. Jedyne co wówczas jestem w stanie zrobić to obiad dla Małżonka (bo Dzieci w przedszkolu jedzą) i przyszykować Dzieciom ciuchy do przedszkola. I ja mam to ciągle, z niewielkimi przerwami. Jakichś antydepów próbowałam, ale bez skutku. Czy raczej skutek był... przez pierwsze dwa tygodnie, potem wróciło do normy. Więc tak sobie chodzę i się wk.....m, albo siedzę i czytam... i mam nadzieję, że albo mi minie albo nauczę się z tym żyć :-/

ana1212
Posty: 405
Rejestracja: 2013-05-21, 14:18
Lokalizacja: K-ów

Postautor: ana1212 » 2014-10-16, 22:01

Jukka !!! mam tak samo. Jestem prawie codziennie tak w...a że wychodzę z siebie. Możecie mnie wziąć za psycholkę i głupią matkę, ale to dziecko mnie tak wkurwia! zwłaszcza jak źle się czuję to już normalnie mam ochotę wyjść z domu i nie wracać. Moje dziecko ma 1,5 roku a od pół roku ma bunt w dodatu ciągnie mnie za włosy, bije, drapie tak, ze moja twarz nieraz wygląda ja po starciu z kombajnem. Poza tym jest ta żywy, że wszyscy znajomi mówią mi że mam z nim przesrane! no nie usiedzisz 5 minut! ciągle rusza to czego nie może, non stop robi coś co wyprowadza mnie z równowagi a w dodatku nie mam żywcem komu go podrzucić żeby chociaż chwilę odpocząć od niego bo czuję się jak więzień własnego dziecka! mąż wraca do domu tak późno, że praktycznie w niczym mi nie pomaga bo wraca i idzie spać. także chodze taka podkur...a że czasem mam wrażenie, że zaraz wybuchnę!

Awatar użytkownika
Jukka
Posty: 2009
Rejestracja: 2012-12-15, 22:17
Lokalizacja: z miasta
Kontaktowanie:

Postautor: Jukka » 2014-10-16, 23:00

Poczekaj jeszcze chwilę, pójdzie do przedszkola to odpoczniesz. Ja z moimi miałam podobnie, zwłaszcza z Młodszą. I ja wybucham... więc mi trochę szkoda tych moich Dzieciaków. Póki nie jest w przedszkolu to spacery albo (o ile Dzieć zdrowy) sala zabaw. Niech się trochę wyżyje i matce da spokój... choćby na chwilę. Bo jak taki narwaniec to tylko na chwilę da spokój. W każdym razie jak moje były mniejsze to spacery to był czasami jedyny czas w ciągu dnia, w którym psychicznie odpoczywałam, bo i Dzieci, zwłaszcza starsze też się uspokajały. Tak więc spacer z dzieckiem dobry dla zdrowia zarówno fizycznego jak i psychicznego.
Na te moje nastroje pomaga minimalnie, ale tak zupełnie malutko mentowal - max 2x dziennie po 5 kropli na cukier. Tak mi neuro zalecił, chociaż ja mu mówiłam, że przydałoby się ze 30 bo liczenie do pięciu to raczej mnie nie uspokoi ;-) W każdym razie jak mówiłam mu, że czasami długo zasnąć nie mogę, to twierdził, że to z nerwów, więc jak tylko się wku.... (nie, on mówi bardziej cenzuralnie, ja tylko przekazuję sens) to żebym ten mentowal zażyła, bo im dłużej mi nie przejdzie tym gorzej będzie ze snem. Więc czasem choćby po to, żeby nie mieć problemów z zaśnięciem biorę to wieczorem.
Polecał mi też hydroxyzynę... po niej miałam jeszcze gorzej niż bez niej. No i to już jest na receptę, więc nie poeksperymentujesz sobie na własną rękę.

ana1212
Posty: 405
Rejestracja: 2013-05-21, 14:18
Lokalizacja: K-ów

Postautor: ana1212 » 2014-10-17, 22:41

przepraszam za wulgaryzmy!!! nie chciałam! myślałam, że napisałam z gwiazdkami a zmienic już nie mogę.

Jukka masz rację... staram się o pracę i wszystko jest na dobrej drodze, kwestia tylko ile kasy mi zaproponują. Myślę, ze wtedy się odchamię. Kalms, hydroxyzyna nie działają! dostałam jakiś psychotrop, ale nie biorę... i kiedyś andepin, ale to ponoć jak hydroxyzyna.

zobaczymy co będzie. dziś miałam znów duzo stresu i znów mi podłoga ucieka spod nóg :(
Ostatnio zmieniony 2014-10-23, 08:57 przez ana1212, łącznie zmieniany 1 raz.

aura
Posty: 1185
Rejestracja: 2008-01-11, 05:35
Lokalizacja: Koszalinskie
Kontaktowanie:

Postautor: aura » 2014-10-17, 23:05

Klaudia już lepiej?

Te nasze hormony pomiataja nami :13: A nerwy jak na złość nadwrażliwe :-/ ja nie mam małych dzieci ale za to wnuki mojej koleżanki mnie wkurzaja a to bardzo rezolutne dzieci ,aż mi głupio bo ja widzę jak to widac po mnie ,cholipka trzeba być wielkim aktorem by umieć grać ta naszą zyciową rolę ;-)
Głównym źródłem cierpienia są wspomnienia. - Sigmund Frend

ana1212
Posty: 405
Rejestracja: 2013-05-21, 14:18
Lokalizacja: K-ów

Postautor: ana1212 » 2014-10-20, 16:49

Przepraszam za ten dziwny post. Nie wiem co to się dodało w tej drugiej części.

Tak do dzieci trzeba mieć cierpliwość. Ja nie mogłabym być nianią czy przedszkolanką oooo nie!!

irenkar
Posty: 61
Rejestracja: 2014-01-04, 11:31
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: irenkar » 2014-10-21, 09:40

Klauduska, niestety też tak mam :-/
„Nie wyruszył od razu. Wiedział z doświadczenia, jak ważne jest umieć odkładać to, za czym się tęskni.”

L u n a
Posty: 47
Rejestracja: 2014-12-18, 00:32
Lokalizacja: Warszawa/UK

Postautor: L u n a » 2015-03-28, 23:03

Od paru miesiecy czułam sie kiepsko, wzmożone problemy z pamiecią, koncentracją, z podejmowaniem decyzji itp. To wszystko
zbiegło sie z okresem chorobowym w naszym domu. Tak jak przez cały zeszły rok nie chorowałam to w ciagu ostatnich czterech miesiecy zaliczylam pare przeziebień, cos w podobie do grypy z gorączką oraz osłabieniem a skończyłam na antybiotykach na migdałki. Chorowaliśmy wszyscy na przemian, moj partner, coreczka i ja.
W miedzyczasie miałam pierwsza od paru lat wizyte z neurologiem. Sama poprosiłam o skierowanie na nia chcac porozmawiac tak ogolnie o leczeniu.
Wizyta była nieudana, nie potrafiłam zebrać myśli, zapomniałam większości rzeczy o które chciałam zapytać. Lekarz pocieszył mnie tylko tym, że powinnam się cieszyć ponieważ jestem w dobrej kondycji. Kiedy spytałam o jakieś tabletki (memotropil) na to moje otępienie, odpowiedzial, ze nic o nich nie wie wiec najprawdopodobniej sa nieprzetestowane w Anglii i moga byc szkodliwe albo nie dzialać.
Terapii zadnej tez nie wymagam poniewaz nie mam rzutów. Dostałam jednak na skierowanie na MRI i jestem juz po. Na wyniku muszę czekać do kolejnej wizyty, na którą kontkretnej daty nie otrzymałam (gdzieś za pół roku).
Wyszłam ze szpitala zła na siebie, że nie powiedziałam mu wszystkiego co bym chciała. Prawda jest taka,że miałam wcześniej mniejsze lub większe objawy związane z MS ale nie potrafiłam zgadnąć, które z nich moge nazwać rzutem.
W dodatku to był nowy neurolog, ktory juz na samym początku zbił mnie z tropu mowiąc,ze on nic nie wie o przebiegu mojej choroby poniewaz moj pierwszy neurolog nie prowadzil żadnych notatek.
W czwartek obudziłam sie z dziwnym bólem głowy. Przez cały dzień wziełam pare tabletek ale nie pomagały. W dodatku towarzyszyło mi dziwne uczucie "odrealnienia" (jeżeli takie słowo istnieje) i mdłości. Przez to wszystko byłam tylko jeszcze bardziej zdezorientowana. W piątek obudziłam się czując mdłosci zanim otworzylam oczy. Kiedy juz to zrobiłam zobaczyłam jak pokoj woruje. Po jakims czasie przeszło ale głowa dalej pobolewała.
Po wyprawieniu córki do przedszkola spedziłam dwie godziny na kanapie w bezruchu. Bałam sie gwałtowniej poruszyć głową ponieważ obraz zaczynał mi znowu wirować.
Popołodniu karuzela zaszkoczyła mnie raz jeszcze omal nie powalając mnie znóg, zdążyłam oprzeć sie o fotel.
Później bol głowy zniknął wraz z tym wirujacym obrazem. Dzisiaj tez czuje się dobrze.
Chciałabym zadzwonić w poniedziałek do neurologa ale czy jest sens? Czy moze uznać, że to był rzut? Czy raczej kontakt z neurologiem kiedy juz objawy znikneły nie ma sensu?

Awatar użytkownika
Jukka
Posty: 2009
Rejestracja: 2012-12-15, 22:17
Lokalizacja: z miasta
Kontaktowanie:

Postautor: Jukka » 2015-03-29, 18:56

L u n a pisze:Dzisiaj tez czuje się dobrze.
Chciałabym zadzwonić w poniedziałek do neurologa ale czy jest sens?

Jest sens. O ile neuro jest sensowny. Jeżeli nie możesz nic zrobić przez parę godzin, bo Ci pokój wiruje, to warto by poznać tego przyczyny. Czym innym jest chwilowy zawrót głowy (miewam, jak gwałtownie zmienię pozycję) a czym innym trwający ponad godzinę. Może to co innego a nie SM... Jeśli dla jakichś przyczyn nie chcesz rozmawiać z neuro to spróbuj się z jakimś pierwszym kontaktem skontaktować, może pomoże.

L u n a
Posty: 47
Rejestracja: 2014-12-18, 00:32
Lokalizacja: Warszawa/UK

Postautor: L u n a » 2015-03-30, 23:07

Dziekuje Jukka za odpowiedz.
To nie był raczej taki zwykły zawrót głowy. Zbyt długo po
tym wirował mi obraz przed oczami. To było bardzo podobne do zaburzen wizji jakie miałam przy pierwszym rzucie. Wtedy wylądowałam w szpitalu. Zabirzenia wzroku nie ustepowały przez kilka dni...po MRI i punkcji usłyszałam,ze to pewnie SM.
Tym razem nie trwało to tak długo.
Jednak tak jak napisałas, postanowiłam sie skontaktowac z neuro....niestety nikt nie odbierał. Jutro drugie podejscie :)


Wróć do „Obecne samopoczucie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość