Strona 2 z 5

: 2008-12-15, 19:22
autor: Tati
Ja się przyznalam w pracy pięć lat temu , kiedy wociałam ze szpitala po diagnozie i pracuję w tym samym miejscu do dziś . Szefostwo powiedzialo , że jeśli tylko ja dam rade to wszystko będzie w porządku i mam się nie martwić. Teraz własciwie wiedzą o mojej chorobie wszyscy . Mam grono najbliższych przyjaciół , na których pomoc mogę liczyć i od nikogo nigdy nie usłyszałam złego słowa. A SM nie jest zarażliwe ani wstydliwe , tak na prawde nikt nie zna dnia ani godziny i nie wie co go czeka. Jeśli my nie bedziemy o tym mowic glośno , to nikt tego za nas nie zrobi . A jeśli ktoś tego nie rozmie to jego strata , ja mu nie pomogę , z głupotą się nie wygra.

: 2008-12-16, 11:01
autor: caay
A ja się boję wspólczucia. Serio.
Nie ostracyzmu - z tym sobie poradze, ale takich powloczystych, pelnych wspolczucia spojrzen "o-boze-jak-dobrze-ze-to-nie-ja". Nie chce byc traktowanaa ulgowo, nie chce miec innych praw. Nie chce zeby mi wspolczuli.
Dopoki dam radę bede fukcjonowala jako "zdrowa", jak zajdzie koniecznosc, to pewno, ze sie przyznam.

: 2009-01-27, 09:19
autor: przytulia
Ja się przyznałam ale mnie jest łatwiej, SM nie widać, rzuty się cofają i mało zostaje. A inne kłopoty , które pozostają- np z pęcherzem , to moja sprawa.

: 2009-01-27, 10:34
autor: jaszczurka
ja sie przyznalam po 2 latach pracy,jak zauwazylam ze podejrzewaja mnie o olewajacy stosunek do obowiazkow(ciagle zwolnienia).zostalo to przyjete b.dobrze,nie ma plytkiego pseudowspolczucia ale jest wyrozumialosc dla ograniczen :-D za to najgorsza sprawa byla z tesciowa-zyla w blogiej nieswiadomosci przez 6 lat i bylo super,niestety moj maz w przyplywie zalamania pozalil sie jej niedawno,sprawa sie rypla i zaczelo sie pieklo :evil: wlasnie pseudowspolczucie na pokaz nie majace nic wspolnego z checia realnego wsparcia,histeryzowanie do znajomych,jaka to ona :!: jest biedna bo ma taka synowa no i te niedomowienia i dyplomatyczne pytanka nt.dziedzicznosci choroby(a nuz poczestowala tym dzieci) no cholera faktu urodzenia dzieci nie da sie juz cofnac.wrrrrrrrrrrrrrr

: 2009-02-02, 15:11
autor: obi997
Też miałem dylemat, powiedzieć, czy nie powiedzieć. W końcu zrobiłem zebranie osób z którymi nam kontakt na codzień i powiedziałem wszystko. Poprosiłem o traktowanie mnie oczywiście bez taryf ulgowych a w razie problemu ze zdrowiem to ja uznam czy potrzebuję zwolnić tępo czy potrzebna mi akurat pomoc. Powiem wam szcerze teraz pracuje się znacznie lepiej i nie ma głupich uwag jak człowiek się potknie czy zachwieje. Ale to zależy od firmy i ludzi z jakimi się pracuje.

: 2009-02-03, 14:10
autor: krzyn
oby, tego Ci życzę potraktowano Cię jak wszystkich pracowników ( i nie brano pod uwagę choroby) w sytuacji kiedy np. w firmie będą redukcje.

: 2009-02-04, 10:30
autor: justa75
Ja powiedziałam w pracy o mojej chorobie Od lipca do grudnia na chorobowym teraz na rehabilitacyjnym .W pracy przyjeli to normalnie ponieważ jest to zakład pracy chronionej (pracę tam zaczełam jako osoba zdrowa) Sami pilnują terminów komisji składają wszystkie dokumenty także miałam szczęście w nieszczęściu.Rodzinka też przyjeła to jako coś z czym trzeba się nauczyć żyć . Zresztą są przyzwyczajeni do obcowania z osobą niepełnosprawną , moja siostra jest osobą niepełnosprawną od urodzenia. Więc życie z chorobą dla nas to nie koniec świata. Jak to mawiał mój tata co nas nie zabije to wzmocni.

: 2009-02-05, 08:09
autor: Iffonka
Krzyn, wydaje mi się, że właśnie przyznanie się do choroby bardziej ochroni przed zwolnieniem niż zaszkodzi, jest jasność dot np. chorobowego i gorszego samopoczucia, a nie wydaje mi się, że jakakolwiek firma chciałaby mieć sprawę w sądzie pracy o dyskryminację osoby niepełnosprawnej.

kilka lat temu podejrzewano u mnie ciężką chorobę, stało się to w najmniej odpowiednim momencie, bo praktycznie kilka dni po tym jak powiadomiłam szefa, że chcę odejść z pracy i żeby poszukał kogoś na moje miejsce. Powiedziałam szefowi o podejrzeniach, gnojek zasugerował, że zmyślam i chcę teraz "pochorować sobie". Ale efekt był taki (rozmawiałam ze znajomym prawnikiem), że do końca diagnozy (na szczęście było wszystko OK) byłam nie do ruszenia, a potem z uśmiechem na ustach dałam pisemne wypowiedzenie.

: 2009-02-05, 17:49
autor: krzyn
masz rację Iffonka, nazbyt generalizuje ,są przedsiębiorstwa i firmy ,ludzie i ludziska.

: 2009-03-22, 15:52
autor: aga_tka
jaszczurka pisze:za to najgorsza sprawa byla z tesciowa-zyla w blogiej nieswiadomosci przez 6 lat i bylo super,niestety moj maz w przyplywie zalamania pozalil sie jej niedawno,sprawa sie rypla i zaczelo sie pieklo :evil: wlasnie pseudowspolczucie na pokaz nie majace nic wspolnego z checia realnego wsparcia,histeryzowanie do znajomych,jaka to ona :!: jest biedna bo ma taka synowa no i te niedomowienia i dyplomatyczne pytanka nt.dziedzicznosci choroby(a nuz poczestowala tym dzieci) no cholera faktu urodzenia dzieci nie da sie juz cofnac.



U mnie z teściami na odwrót...
Jaki to ich synuś jest biedny, bo ma taką chorą żonę...
A jaki dobry z niego człowiek, że postanowił przy niej zostać,a to przecież taaakie poświęcenie...

: 2009-03-22, 17:35
autor: a_g_n_e_s
Ja pracuję w tym samym miejscu ponad 15 lat i od początku (czyli od 1998 roku) o moich problemach zdrowotnych wiedzieli tylko najbliżsi współpracownicy. Od zeszłego roku mam orzeczoną II-gą grupę i nie od razu przyznałam się do tego, ale nie dawałam już rady na "nockach", więc od sierpnia pracuję 5 dni w tygodniu po 7h, ale- jak zawsze- bez taryfy ulgowej.

: 2009-03-24, 13:57
autor: Casey
Podoba mi się to co napisała Tati :
Tati pisze:Ja się przyznalam w pracy pięć lat temu , kiedy wociałam ze szpitala po diagnozie i pracuję w tym samym miejscu do dziś . Szefostwo powiedzialo , że jeśli tylko ja dam rade to wszystko będzie w porządku i mam się nie martwić. Teraz własciwie wiedzą o mojej chorobie wszyscy . Mam grono najbliższych przyjaciół , na których pomoc mogę liczyć i od nikogo nigdy nie usłyszałam złego słowa. A SM nie jest zarażliwe ani wstydliwe , tak na prawde nikt nie zna dnia ani godziny i nie wie co go czeka. Jeśli my nie bedziemy o tym mowic glośno , to nikt tego za nas nie zrobi . A jeśli ktoś tego nie rozmie to jego strata , ja mu nie pomogę , z głupotą się nie wygra.


Ja też mam ten dylemat: mówić czy nie mówić w pracy?
U mnie wie o moim SM tylko główny przełożony i kadrowa. Reszta załogi tylko może się domyślać. Zaczęłam pracować w tym miejscu trzy lata temu i chyba nie lubią mnie, bo często ręce mi się trzęsą czy nogi jak stoję i chodzę do szpitala raz na pół roku a te biedne koleżanki nic nie wiedzą. Jedna jest taka wścibska, że aż przykro patrzeć.

Nie wiem czy warto im mówić o moim problemie jakim jest SM?
Jak mnie będą traktować? Tym bardziej, że szef postawił mnie na kierowniczym stanowisku. Czy ja mam im mówić o fakcie, że w grudniu 2008 orzecznik wydał mi decyzję o niepełnosprawności?

Teraz jestem w kropce. Wracam do pracy w połowie kwietnia po prawie 182 dniach zwolnienia. Jedno wiem: nie poddam się sama. Nie na rentę, tylko tego głupiego towarzystwa w pracy.

Podpowiedzcie coś, proszę

: 2009-03-24, 19:51
autor: maria_xx
Kacha, ci, którzy powinni wiedziec, wiedzą, a co do reszty - dopóki nie jest to konieczne, nie informowałabym o chorobie, ewentualnie zwaliłabym objawy o których piszesz na kłopoty z kręgosłupem.
Ze mna było tak, ze szef mojej komórki dowiedział sie bardzo szybko, jako mój wieloletni znajomy. Moi 'wieloletni znajomi' to głównie osoby z pracy, więc kiedy pojawiły się problemy z chodzeniem, na ogół mówiłam prawdę, początkowo zastrzegając, ze proszę o dyskrecję. Od jakiegoś czasu mój problem stał się szerzej znany, ponieważ chodzę już dość beznadziejnie i nie ma co 'ściemniać'. No i doigrałam się.... Wczoraj wręczono mi kopertę z pewną kwotą pieniędzy (na szczęście to nie ci moi 'najbliżsi' się zrzucili) . Z jednej strony wzruszylo mnie to i odebrałam to jako oczwistą chęć pomocy i wyraz zyczliwości, ale z drugiej - poczułam się zawstydzona. Piszę o tym do Was, bo głupio mi o tym komuś powiedziec.
Darczyńcy sa anonimowi, wiem tylko, z jakich jednostek organizacyjnych pochodzą. Siedzę właśnie i wymyślam tekst podziękowania.

: 2009-03-25, 15:38
autor: seba81
Mysle,ze nie ma sensu mowic,ze jest sie chorym jak tego niewidac,wiem to z wlasnego przykladu.U mnie w pracy dowiedzieli sie,ze choruje i odrazu pierwsza mysl kierownictwa,ze trzeba mnie zwolnic.Nie dalem sie i caly efekt tego jest taki ze przeniesli mnie na inne stanowisko.Dzieki temu pracuje caly czas no i zmienili podejscie do mojej choroby i przekonalem wszystkich,ze ludzie z SM sa tak samo wartosciowymi pracownikami jak osoby zdrowe.

: 2009-07-17, 23:09
autor: David
kiedys pracowałem na produkcji, wylądowałem na L4 i przy badaniach okresowych/kontrolnych przyznałem sie że mam SM to lekarz nie wyraził zgody i od tego czasu jestem na rencie. jak szukałem pracy i na rozmowie pytali z jakiego powodu renta to jak się mówiło SM to od razu dziękowali. Z tego wynika że nie zawsze opłaca się mówić prawdę i czasami trzeba trochę pościemniać :-)